- Nie ma herbaty - szepnęła drętwo-Rzuciłem
auto skup |Katalog |katalog
„— Nie ma herbaty — szepnęła drętwo.
Rzuciłem jej paczkę „Madras" ze stosu obfitości. Z trudem utrzymywała się na nogach. Podszedłem bliżej, by w razie czego ją podtrzymać.
— Prawdopodobnie jutro wyjedzie pani do sanatorium — oświadczyłem. — I musi się pani wyleczyć, bo inaczej nic nie będzie z roboty.
Zapalała właśnie gaz drżącymi rękami. Zmarnowała już z pięć zapałek. Wśród kwiatów i pomarańcz ta kobieta rozregulowała się do reszty. Chciałem nią potrząsnąć, kopnąć, spoliczkować, ałe wyjąłem jej tylko pudełko z rąk i skrzesałem sprawnie ogień.
— Dlaczego pan to robi! — zawołała nagle.
— Dla rozwiania nudy.
— Nie powie mi pan, że to zabawne!
— Bardzo! Cieszę się, że mogę spędzić z panią ten wieczór.
— Przecież to bzdura!
— Elżbieto, będę pani dłużnikiem.
— Ale pan ma tysiąc ciekawszych okazji! To jest jakaś wielka kpina!
— Jestem szczery — odparłem z powagą. — Nie chce mi się stąd wychodzić.
— Ale dlaczego! — zawołała. Chciała zrozumieć; winien jej byłem wyjaśnienie. Mogłem długo pleść o przyjaźni z Borzęckim, o jego koleżeństwie i notatkach nie uwierzyłaby. Wybrałem wyjaśnienie najprostsze.
— Czy to tak trudno pojąć — uśmiechnąłem się. — Przecież pani mi się podoba.
Patrzyliśmy sobie w oczy i ona pierwsza“(13)
moderowany precel |zaczarowany ołówek |Sąsiedzi
„— Nie ma herbaty — szepnęła drętwo.
Rzuciłem jej paczkę „Madras" ze stosu obfitości. Z trudem utrzymywała się na nogach. Podszedłem bliżej, by w razie czego ją podtrzymać.
— Prawdopodobnie jutro wyjedzie pani do sanatorium — oświadczyłem. — I musi się pani wyleczyć, bo inaczej nic nie będzie z roboty.
Zapalała właśnie gaz drżącymi rękami. Zmarnowała już z pięć zapałek. Wśród kwiatów i pomarańcz ta kobieta rozregulowała się do reszty. Chciałem nią potrząsnąć, kopnąć, spoliczkować, ałe wyjąłem jej tylko pudełko z rąk i skrzesałem sprawnie ogień.
— Dlaczego pan to robi! — zawołała nagle.
— Dla rozwiania nudy.
— Nie powie mi pan, że to zabawne!
— Bardzo! Cieszę się, że mogę spędzić z panią ten wieczór.
— Przecież to bzdura!
— Elżbieto, będę pani dłużnikiem.
— Ale pan ma tysiąc ciekawszych okazji! To jest jakaś wielka kpina!
— Jestem szczery — odparłem z powagą. — Nie chce mi się stąd wychodzić.
— Ale dlaczego! — zawołała. Chciała zrozumieć; winien jej byłem wyjaśnienie. Mogłem długo pleść o przyjaźni z Borzęckim, o jego koleżeństwie i notatkach nie uwierzyłaby. Wybrałem wyjaśnienie najprostsze.
— Czy to tak trudno pojąć — uśmiechnąłem się. — Przecież pani mi się podoba.
Patrzyliśmy sobie w oczy i ona pierwsza“(13)
<<<< Miła Jill odjechała
| szedłszy z niego o mało >>>>
moderowany precel |zaczarowany ołówek |Sąsiedzi