Nowości
Z trudem przebijamy się
„Z trudem przebijamy się przez rzekę. Prąd jest znacznie szybszy, niż to ocenialiśmy z brzegu. Zaczyna nas znosić. Na domiar złego zrywa się wiatr, rozrzedzający kłęby mgły. W przerwach między nimi coraz wyraźniej dostrzegamy zarysy mostu. Pracujemy jak skazańcy. Byle szybciej do brzegu! Ostatnie metry... i nagle zagrał z mostu karabin maszynowy. Dwie lub trzy długie serie. Plusk pocisków bijących w wodę, na szczęście dość daleko od nas. Do dziś nic mam pewności, czy Niemcy nas wówczas zauważyli czy po prostu przestrzeliwali broń.
W najbliższych krzakach wciągamy z lekka podtopione mundury i biegiem przed siebie, byle dalej od rzeki. Padamy pod jakimś żywopłotem, ciężko dysząc. W zasięgu wzroku winnica. Pomiędzy rzędami winnych krzewów krząta się starszy mężczyzna. Od niego dowiaduję się, że po tej stronie Loary nie stacjonują już żadne oddziały niemieckie i okupant respektuje linię demarkacyjną. Możemy więc spokojnie pomaszerować szosą do Vichy.
Nie ma już Republiki
Przed nami jeszcze ładnych parę kilometrów. Pokonujemy je w szyku zwartym, z kapitanem Iwanowskim na czele. W zniszczonych mundurach i dziurawych butach wzbudzamy ogólne zainteresowanie. Na pierwszy rzut oka widać przecież, że nic wracamy z koszar. Jadący na rowerach dwaj żandarmi przystają obrzucając nas podejrzliwym wzrokiem. Wyraźnie mają chętkę zatrzymać maszerującą kolumienkę, ale pewnie na widok naszego uzbrojenia rezygnują z zamiaru i pedałują w przeciwnym kierunku.“(1)